Reportaż


SEXBIZNES W LONDYNIE

Dziewczyny o dwóch twarzach

Magda Przybyła

 

(kontynuacja z poprzedniej strony)

PROPOZYCJA NIE DO ODRZUCENIA.

Agnieszka zwierzyła się ze swoich problemów Weronice, dziewczynie, która wraz z nią pracowała w barze. To właśnie ona powiedziała jej o sexbiznesie. Dała dziewczynie numer telefonu do właścicielki serwisu call girl. Zapewniła, że firma jest sprawdzona i nikt nie będzie jej do niczego zmuszał.
Agnieszka dość sceptycznie podchodziła do propozycji koleżanki. Mimo to podzieliła się informacją z Elizą. Następnego dnia zadzwoniły pod wskazany numer. Umówiły się na spotkanie z właścicielką firmy.

„Madame” (tak się nazywa osobę prowadzącą biznes) okazała się sympatyczną, choć bardzo stanowczą osobą. Jasno przedstawiła dziewczynom charakter i warunki pracy. Miały umilać czas klientom tak, by zechcieli wrócić. Polki dostały czas, by przemyśleć propozycję, jednak decyzję podjęły niemal od razu.

„Madame” rozebrała dziewczyny do naga. Dokładnie im się przyjrzała. Oznajmiła, że nie chce widzieć żadnych tatuaży, a owłosienie u kobiety jest dopuszczalne jedynie na głowie. Później były zakupy w dobrych sklepach, fryzjer, kosmetyczka, solarium, wizyta u ginekologa. Na końcu sesja fotograficzna, bo dziewczynie trzeba założyć katalog, który zawiera zdjęcia nago, w bieliźnie i w normalnym ubraniu.

- Początkowo miałam obawy związane z pracą w serwisie call girl, w końcu to swoista forma prostytucji  opowiada Agnieszka. – Eliza przekonała mnie, ze to praca jak każda inna. Nikt tu nas nie zna i nikt ze znajomych ani rodziny nie dowie się, czym naprawdę zajmowałyśmy się w Londynie, wtedy się zgodziłam.  

 NIE TAKI KLIENT STRASZNY

„Madame” umawiała dziewczyny na spotkania z klientami. Agnieszka i Eliza same decydowały co robią i z kim się spotykają. Miały możliwość odmowy, kilkakrotnie z niej skorzystały bez żadnych konsekwencji finansowych.  Klientami byli głównie zamożni panowie w średnim wieku.

-         Mieli różne oczekiwania – mówi Agnieszka. – Najczęściej był to sex analny i oralny, choć zdarzali się bardziej wybredni klienci. Niektórzy żądali znacznie więcej, ale byli i tacy, którzy chcieli tylko zjeść kolację w miłym towarzystwie i pogadać.

-         Raz trafił mi się miłośnik sado-maso, ale nie przyjęłam tej propozycji dodaje milcząca do tej pory Eliza.

 Obowiązkiem dziewczyn było dopilnowanie, by klient się zabezpieczył. Niejednokrotnie zdarzało im się używać mocnych argumentów, by przekonać mężczyznę do bezpiecznego sexu. W tej kwestii musiały być bardzo stanowcze, gdyby ustąpiły jednemu, następni mogliby żądać tego samego.

 Dziewczyny pracowały legalnie, na własną prośbę podpisały umowę na miesiąc, potem była kolejna. Jak twierdzą, robi tak wiele dziewczyn. Zgodnie z umową miały zarabiać 450 funtów tygodniowo, średnio było to 6-8 spotkań, ale zdarzały się także „dodatkowe” zlecenia, z których Polki chętnie korzystałyśmy. W sumie ich tygodniówka wynosiła 450-600 funtów. 40% zabierała „Madame”, reszta trafiała do portfeli Agnieszki i Elizy.

Dziewczyny pracowały jako call girl 2 miesiące. Zwiedziły Londyn i zadowolone wróciły do kraju. Już planują kolejny wyjazd. Eliza rozważa nawet założenie firmy świadczącej usługi w serwisie call girl, niekoniecznie w Londynie. W tej branży czas płynie szybko, za kilka lat nikt ich tam nie zatrudni.

 

*Imiona bohaterek zostały zmienione

 


Copyright ã 1996-2006 Atlantic Business Systems. All rights reserved.